środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział pierwszy

Jestem nerwowym człowiekiem. Mam przyjaciółkę, która w pewnym stopniu mnie zostawiła.  Nałogową palaczką. Wyszła za mąż i wyjechała.  Nienawidzę patrzeć na tych wszystkich szczęśliwych ludzi, kiedy ja cierpię. Jestem pracoholiczką.  Nie mam rodziny, a przynajmniej tak uważam. Nie utrzymuję z nimi kontaktów odkąd matka wyrzuciła ojca z domu z jego nową kochanką, a ona sama popadła w alkoholizm i tak dalej… ojcu zawdzięczam jedynie swoją pracę. Jestem idiotką.  Mam dwadzieścia pięć lat i nigdy nie byłam w związku na poważnie. Nie jestem stabilna emocjonalnie. Tyle, że to wcale nie jest moja wina. Chodzę na imprezy. No dobra. Czasami chodzę na imprezy i zwykle nie kończą się one dobrze. Mam stany lękowe. Postanowiłam, że będę sprawdzać dowody mężczyzn z którymi będę sypiać. Przynajmniej będę miała pewność, że nie są dziewiętnastolatkami z bujną wyobraźnią i błękitnymi, dużymi oczami i szerokim uśmiechem, i…- plątałam się w swoich słowach, mówiłam bardzo szybko to co mi przyjdzie w danym momencie do głowy. To chyba przez stres. Dziwne, ale osoba taka jak ja również go posiada.
-Claro, proszę Cię, zacznij od początku- powiedziała Pani psycholog spoglądając na mnie ciepłym wzrokiem. Poprosiła, abym wszystko sobie uporządkowała w głowie i mówiła wolno, wtedy lepiej zrozumie sytuację. Poczułam wstyd, przecież nie mogę jej tego powiedzieć! Z takimi rzeczami nie przychodzi się do psychologa.
-Ale to nie jest nic poważnego, wie Pani, takie problemy zdarzają się każdemu- uśmiechnęłam się sztucznie i wstałam z miejsca- Chyba już pójdę, nie powinnam tu przychodzić. To wina moich pracowników, oni są strasznie przewrażliwieni, wie pani sama. Właśnie tacy ludzie jak oni powinni siedzieć w tym gabinecie, na tym krześle.- stwierdziłam i otworzyłam drzwi. Ja wiem co pani powie- dodałam ochoczo- muszę wziąć urlop i odpocząć parę tygodni, wyjechać! Nie ma sprawy! Do widzenia!
           

Kilka tygodni wcześniej

            Ale oni są beznadziejni! Co ja mam ich nauczyć aktorstwa?! Oni są sztuczni jak silikon w cyckach i na dodatek nie potrafią wyraźnie, bez zająknięcia wypowiedzieć jednego zdania! Kto ich tu do cholery zatrudnił?!- nie wytrzymałam i wykrzyczałam to prosto w oczy kamerzystom, wizażystkom i innym pracującym przy tej durnej reklamie. –Rzygać mi się chce gdy was słucham.- a to zdanie skierowałam do delegacji niemieckich skoczków.
-Spokojnie ona tak ma, zaraz jej przejdzie- usłyszałam głos jednego mężczyzny z ekipy montażowej.
-Oczywiście, to ja jestem ta zła! Jak zwykle.- odpowiedziałam czerwona ze złości- dziesięć minut przerwy!- zażądałam i ruszyłam w stronę windy, którą zjechałam dwa piętra niżej do kawiarni. Tam mogłam być spokojna, ze mnie nie znajdą. Wiedzą, że gdy się wkurzam tu przychodzę i wtedy nikt, pod żadnym pozorem nie może mi przeszkodzić bo jest jeszcze gorzej.
-Espresso- poprosiłam i usiadłam na wysokim krześle. Koniecznie muszę odreagować ostatnie dwie godziny. Były bardzo wyczerpujące.
-Ale nam dałaś wycisk, ostra jesteś- powiedział blondyn przysiadając się do mnie. Spojrzałam na niego złowrogo, ponieważ nikt nie ma prawa zakłócać mi tych kilku minut przerwy, gdy jestem taka wściekła. I na dodatek był to jeden z powodów mojego dzisiejszego humoru, który po chwili dodał uśmiechając się szeroko- lubię takie.
No po prostu świetne, cudownie! Zajebiście! Jeszcze brakowało mi tutaj zapatrzonego w siebie gówniarza.
Z trudem przyodziałam na twarz  zalotny uśmiech, zbliżyłam się do chłopaka i szepnęłam.-Naprawdę?- zapytałam przygryzając dolną wargę. Przytrzymałam go trochę w niepewności i po pewnym czasie wylałam prosto na twarz Wellingera moje gorące espresso. Pragnęłam tego od rana, wreszcie dałam upust emocjom.
-Umyj się!- wykrzyczałam na pożegnanie.
Udałam się w kierunku windy, ponieważ tutaj już chyba raczej nie odpocznę. Ale, no cóż. O jakim pożegnaniu ja myślałam? Oczywiście znając mój pech, ten dupek mnie dogonił i w ciszy wsiedliśmy to małego pomieszczenia, które szybko miało nas zawieść na górę. Jednak tym razem te sekundy strasznie mi się dłużyły w towarzystwie Andreasa. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć sekund...- odliczałam w myślach. Już powinniśmy być na górze.
-Co to za cholerstwo!- uderzyłam nogą w jedną ze ścian. To nerwy, nie zawsze taka jestem. Denerwuję się rzadko. Spojrzałam na chłopaka, który przez cały czas się na mnie patrzył, jednak to nie był miły wzrok mówiący Będzie dobrze, nie martw się , a raczej Jesteś sztywna jak widły w kupie gnoju. Nie, nie, nie… Co ja gadam! Już mi odbija. Lepiej jesteś sztywna jak pingwin. Tak lepiej. Do tego, ten chłopak ma minę jak małe dziecko. Nie będę go przepraszać, nie mam za co, niech się na mnie patrzy, niech podziwia piękną kobietę.      
Siedzimy tu już… nie wiem, długo. Nie liczę czasu, nie mam telefonu, a telefon tego co imienia nie mam zamiaru wymieniać jest rozładowany. Tak mi się przynajmniej zdaje bo próbował go włączyć i nic. Guzik awaryjny wcisnęłam milion razy, plus milion razy wciśnięć  blondasa to będzie dwa miliony. Czyli guzik zapewne nie działa bo nadal tu jestem z nim. Nie gadamy, tylko od czasu do czasu rzucamy sobie złowrogie spojrzenia. Mi ta atmosfera pasuje, ale on chyba czuje się tu ze mną coraz bardziej nie komfortowo. Przecież dałam  mu kosza, nie?
-Dziwna jesteś- powiedział spuszczając swój wzrok na ziemię.
-Ty też jesteś dziwny- odpowiedziałam. Trochę głupio to zabrzmiało, jakbyśmy byli dziećmi i wzajemnie przedrzeźniali się. Chociaż on tym dzieckiem jeszcze jest, tyle, że ja mam dwadzieścia pięć lat. Jestem starsza i mądrzejsza, oczywiście. Mądrzejsza. Nie pomyślałam, żeby pójść do łazienki. Kurna, dlaczego nie przewidziałam, że utknę w tej windzie! Nawet nie zdążyłam wypić tego espresso, a mój pęcherz już jest pełny.
-Co jest we mnie dziwnego? Nie jestem aktorem i mnie zmusili do tej reklamy więc nie dziw się, że nie umiem się zachować przed kamerą- stwierdził z lekkim wyrzutem w głosie- ja mam skakać, a nie występować w idiotycznych reklamach z jeszcze bardziej idiotyczną kierowniczką.
-Skoro jestem taką idiotką, to po jakiego grzyba mówiłeś, że lubisz ostre ?- o, to jest pytanie. Przecież całkiem niedawno… jakieś pół godziny temu , był taki miły.
-Bo lubiłem ostre, ale twoja kawa przywróciła mi zdrowy rozsądek!- uniósł się trochę. I spojrzał mi prosto w oczy. No, fajny chłopak byłby z niego, gdy miał trochę rozumu i był ciut starszy.
No i znowu zapadł moment ciszy, ja już nie zamierzałam mu odpowiadać, nie będę się sprzeczać z chłopakiem, który za kilka dni i tak zniknie z mojego życia. Sięgnęłam ręką do kieszeni spodni, skąd wyjęłam paczkę papierosów. Wyjęłam jednego i się zaczęło…
-Ty chyba nie zamierzasz palić?- zapytał zerkając w moją stronę. Jego oczy przenikały przez całe moje wnętrze, czułam jakby czytał w każdej mojej myśli, znał wszystkie moje wady i wiedział co odpowiem. Normalnie czarodziej jakiś.
-Rozumiem, że było to pytanie retoryczne- mruknęłam. Nie no kurwa, tak sobie trzymam papierosa w buzi dla rozluźnienia, nawet nie opłaca się go podpalać, przecież możemy wylecieć w powietrze. Nie czekając na reakcję chłopaka, zaczęłam grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki.
-Chcesz mnie otruć!?- krzyknął i normalnie rzucił się na mnie! No oczywiście nie dosłownie, ale podszedł i wyrwał mi z buzi papierosa, po chwili dodał- Nie będę wdychał tego świństwa!
Nie no, to było przegięcie.
-Nie pozwalaj sobie gówniarzu!- odpowiedziałam równie głośno i dosadnie. Sięgnęłam po paczkę papierosów w poszukiwaniu następnego no i wtedy się zaczęło, aż musiałam wstać! Podbiegł do mnie  i chciał mi zabrać całą paczkę, biegałam z jednego rogu windy do drugiego, chowając paczuszkę wybawienia. Nigdy w życiu, bardziej nie chciało mi się zapalić niż teraz, a tu co? Oczywiście nie mogę, bo dym jednego papierosa za bardzo będzie drażnił delikatne gardło „sławnego” sportowca. Byłam taka zawzięta i zdenerwowana, że nie dałam za wygraną i po minucie latania w kółko i uciekania udało mi się przemycić tego jednego papierosa. Blondyn niestety musiał pogodzić się z porażką, po czym usiadł w drugim rogu windy i podniósł białą koszulkę, tak, aby zasłonić cały nos i nie wdychać dymu. Jasne, z pewnością nic nie poczujesz.
-Jestem sportowcem, jakbyś nie wiedziała, ten papieros jest zagrożeniem dla mojej kariery.- rzekł po chwili. Nadal był naburmuszony i wściekły zarazem. Na początku nie wiedziałam, czy na serio mu to przeszkadza czy robi sobie głupie żarty i tylko się ze mną droczy. Tyle, że mi nie było do śmiechu i on również był śmiertelnie poważny. Taki ma charakter chłopak, próbuje być na siłę idealny, a tak się nie da. Wiem coś o tym.
-Gdyby nie ta reklama, uwierz, nie wiedziałabym.- odpowiedziałam, wydychając dym. Taka jest prawda, nie interesuję się sportem. Potrafię wymienić jedynie kilku piłkarzy z niemieckiej reprezentacji i na tym koniec. Może to i prawda, że przed podpisaniem kontraktu ze skoczkami powinnam się zainteresować tym sportem, aczkolwiek mam od tego ludzi. Wiem trochę, ale nie do tego stopnia, aby nazywać się specjalistką.
Siedzimy sobie, siedzimy. Ja powoli kończę palić papierosa, ale chyba trochę dłużej potrzymam go w ustach, ponieważ odsłonięty brzuch Wellingera jest obłędny. Taki umięśniony, no i ten pasek włosków pod pępkiem! Kocham to u każdego mężczyzny. Już go trochę polubiłam, przyznam się szczerze. Jak tak siedzimy w ciszy  to czuję się o wiele bardziej rozluźniona i spokojna i nawet on mnie mniej denerwuje. Mam taki nagły przypływ dobrej energii. Tak. Jestem pewna, że to nie jest zasługą papierosa.
Długo musiałam rozmyślać, ponieważ on chyba zauważył, że mój wzrok skupia się na jego brzuchu. Ten chłopak musi czytać w myślach! Nie ma innego wytłumaczenia, normalny człowiek w życiu by się nie domyślił.
Nasze spojrzenia znowu się spotkały, ja spuściłam wzrok, on opuścił bluzkę, a winda się otworzyła.

-Nareszcie wolna!- krzyknęłam wybiegając z windy. Ominęłam tłum wystraszonych pracowników, skoczków i pobiegłam do łazienki za potrzebą. Nie miałam pojęcia jak nas otworzyli, jak to się stało, że winda stanęła. Cieszyłam się, że wyszłam z tego piekła. Dosłownie, tam było jak w saunie, tam nawet mój pot parował. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz