Siedziałam w pracy, jak zwykle musiałam zostać do późna.
Uzupełniałam różne papiery w związku z wejściem reklamy ze skoczkami
narciarskimi na ekrany telewizorów. Włożyłam wszystko do odpowiednich teczek i
już miałam dzwonić po taksówkę, gdy do mojego biura zapukała wystraszona
sekretarka.
-Dobry wieczór, nie przeszkadzam?- zapytała cichym głosem. Była
nowa i co się z tym wiązało? Bała się mnie. Nie żebym była z tego dumna, czy
coś, ale jestem dla kogoś autorytetem, postrachem tej firmy, wzorową szefową.
Każdy się mnie słucha i stara nie denerwować. Jestem młoda, ale i obrotna.
Umiem coś załatwić bez mniejszego problemu, kocham tę pracę!
-Nie, nie przeszkadzasz. Wejdź, o co chodzi?- rzekłam
dumnie, zakładając beżowy płaszcz. Powoli przygotowywałam się do wyjścia.
Dosłownie na sekundę oparłam się o biurko i spoglądałam na młodą dziewczynę. No
młodą… mogła być rok młodsza ode mnie. Wypada mi jej wysłuchać do końca, nawet
jeśli jestem zmęczona.
-Poproszono mnie, a raczej zmuszono- drugą część zdania wymamrotała
pod nosem. Myślała chyba, że nie usłyszę, albo to było specjalnie. Nieważne.
Taka niby nieśmiała…
-No mów, mów- nie chciałam jej przerywać ale bardzo mi się
śpieszy więc czym szybciej skończy, tym szybciej się nie zgodzę. Jestem od rana
na nogach. Dochodzi godzina dwudziesta druga. Potrzebuję snu!
-No kazali mi Panią namówić na spotkanie pożegnalne ze
skoczkami i trenerem i całą ekipą, która pracowała przy tej reklamie z
wafelkami. Podobno mają podpisać nowy kontrakt, ale pani musi tam koniecznie
być. Podobno ma być też dużo fotoreporterów. Piątek, godzina dwudziesta-
stwierdziła. Mówiła prawie tak szybko jak ja. Będą z niej ludzie.
-I mam zrozumieć, że o godzinie dwudziestej w piątek
odbędzie się spotkanie biznesowe dotyczące nowego kontraktu reklamowego?-
zapytałam. Oczywiście, nie jeden pracownik tej firmy wie, że nigdzie nie pójdę.
Pytanie tylko, w jakim celu wysłali tą biedną dziewczynę? Żeby się ponabijać?
Idioci.
-Ale podobno dużo zarobimy. To jest bardzo opłacalne, tyle,
że musimy to zorganizować i zdobyć rozgłos- uśmiechnęła się pokazując swoje
równiutkie ząbki- Zostawię pani potrzebne papiery, ustali pani plan imprezy.
-Kochana, ja takie sprawy załatwiam w biurze, a nie w
klubie. Przy kawie, a nie przy drinku- rzekłam, aczkolwiek, nie do końca byłam
przekonana co do znaczenia moich słów. Dobro firmy jest najważniejsze, a co
jeśli to naprawdę jest opłacalne? Dużo denerwowałam się na tych sportowców, do
tego zdarłam sobie przez ostatnie dni gardło, przez posyłane do nich uwag. Wielu
uwag. Mają prawo mnie nie lubić. Do tego dochodzi jeszcze Andreas Wellinger i
ta nieszczęsna winda. Ten to mnie dopiero nie lubi. Nie odezwał się do mnie
wczoraj. No i przedwczoraj też. Mam szczęście, że dzisiaj już zakończyliśmy
zdjęcia nie będę go już widywać. Chociaż kolegów miał fajnych. Bardzo mili,
pomimo moich krzyków, potrafili grzecznie ze mną rozmawiać i wysłuchać przede
wszystkim.
-Szefowo?- usłyszałam pewien damski głos próbujący przywołać
mnie na ziemię. Odpłynęłam, jak zwykle.
-Dobra, dobra. Już niech ci będzie. Pójdę. Pochwal się
firmie, że mnie namówiłaś.- wypaliłam i dałam jej do ręki kluczyk od mojego
biura. Wyszłam z firmy, wsiadłam do taksówki, która zawiozła mnie pod sam dom.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć -Idę spać!
Pewnie
będzie dużo mediów, fotoreporterów i słynna ścianka z naszym wafelkowym logo!
Cudownie, już nie mogę się doczekać. Kręciłam się, poprawiałam fryzurę, nawet zdążyłam zapalić jednego
papierosa podczas drogi! Jechałam pięknym, ogromnym, czarnym bmw, które
idealnie komponowało się z moją koronkową, rozkloszowaną sukienką w kolorze
właśnie tego auta. Wysiadając ujrzałam kilku fotoreporterów, aż żal było nie
zapozować na ściance! To nie była impreza, to był bardziej bankiet, tyle, że
mniej uroczysty. Media mogły jedynie udzielać z nami wywiadów przed wejściem.
Oczywiście, jak na kierownika przystało dumnie opowiadałam o reklamie i o mojej
ekscytującej współpracy ze skoczkami. Mówiłam jak to miło było ich poznać, jacy
oni są zdolni i oczywiście podziękowałam im przed kamerami. Do tej pory mam w
duchu nadzieję, że jutro mój wywiad nie ukarze się w jednym z porannych,
plotkarskich programów telewizyjnych. Bo co będzie jak to zobaczą. Masakara. Oczywiście,
gdy dowiedziałam się o „imprezie” musiałam ją troszkę udoskonalić, aby media
zrobiły trochę rozgłosu. Ogłosiłam, iż w klubie spotykamy się głównie po to aby
uczcić koniec naszej pracy (co było prawdą) oraz w celu premierowego
odtworzenia kilku sekundowej reklamy. Tak właśnie powiedziałam. Poprosiłam też
pracowników, aby ubrali się jak przystało, bardziej exclusive niż na luzie.
Bawiłam się
o dziwo całkiem, całkiem. Dużo tańczyłam. Oj tak, uwielbiam tańczyć. Poznałam
kilku wpływowych ludzi ze świata skoków o ile mogę tak nazwać trenera i jego
sztab, który również został zaproszony. Moje poczucie stabilności zaczęło się
nieco łamać po północy, gdy spod budynku odeszły wszelkie kamery i skusiłam się
na jednego drinka. Potem dwa naraz. W międzyczasie wypiłam jedno z sekretarką,
z chłopcami z ekipy montażowej no i jedno z trenerem skocznych. Nie wiem jak to jest, że wszystko pamiętam. No
cóż, nie było źle. Następni byli właśnie skoczkowie, wszyscy przystojni,
eleganccy. Rozmawiali ze mną, nawet nie byli za bardzo wkurzeni moją postawą na
planie. Tańczyłam nawet z Severinem i z Marinusem. Są cudowni! Powinnam chyba
częściej pić bo wtedy czuję się taka rozluźniona, niczego się nie wstydzę. Po
prostu: Jadę bez hamulców!
-Odbijamy!- usłyszałam głos jednego ze skoczków. Oczywiście
to musiał być Andreas. Wtedy się za bardzo tym nie przejmowałam, już prawie
zapomniałam jak to nazwał mnie idiotką w windzie. Jego dłoń powędrowała nisko,
zbliżył się do mnie, dotykałam swoim ciałem, jego boskiego brzucha. Robiło się
gorąco. Blondyn świetnie tańczy, świetnie prowadził pomimo tego, że ja miałam
nogi jak z galarety po tych kilku, naprawdę niewielu drinkach. To nie jest tak,
że się upiłam. Tam pił każdy, nawet ten z którym właśnie szaleję na parkiecie.
Czuć od niego, ale i tak jest słodki. I męski. Słodki i męski naraz. Mogę go
schrupać, jak ciasteczko.
-Jak ciasteczko- wymsknęło mi się. Dobrze, że powiedziałam
to cichutko. Źle, że i tak usłyszał. No, ale to wcale nie powinno mnie dziwić,
moja głowa opiera się na jego ramieniu, usta są blisko jego ucha. Z pewnością
usłyszał każde słowo.
Roześmiał się. Kąciki jego ust powędrowały ku górze.
-Chcesz ciasteczko?- zapytał radośnie. Pierwszy raz
słyszałam ten jego wyraz głosu, taki opiekuńczy? Pamiętam tylko ten chamski,
zalotny i… chamski. Tak, te dwa.
-Mmmm, chce spać- wymamrotałam. To z pewnością wina tych
drinków, wstyd mi jest do tej pory, że nie odsunęłam się od niego we
wspomnianej chwili i, że nie potrafiłam normalnie wypowiedzieć słów. Tamtego wieczoru,
po tych niewielu drinkach, mamrotałam niezrozumiałe rzeczy, których nikt nie
był w stanie odszyfrować.
-Chcesz na górę?- zapytał. Nie czekał długo, pamiętam jak
dziś moment, w którym opuściliśmy salę i poszliśmy schodami do pomieszczenia na
piętrze. Krótki korytarz, a tam drzwi do pokoi dla vipów, otworzyłam jeden
swoją magiczną kartą bez której nie weszłabym na imprezę. Oczywiście cały czas
trzymałam go za rękę i to ja poprowadziłam nas do łóżka, na które bezwładnie
opadłam. Nie czekał długo, zaczął odpinać guziki swojej koszuli, która po
chwili wylądowała pewnie gdzieś w kącie. Nie widziałam dużo, było ciemno,
aczkolwiek nie przeszkadzało nam to. Zdjął swoje spodnie, został tylko w
bokserkach. Wreszcie dotknęłam jego ciała! Cudowne, tak bardzo podniecające.
Następnie zajął się suwakiem mojej sukienki, którą po sekundzie odrzucił na
bok. Nie była już potrzebna. Zbliżył się delikatnie, widać, że nie robi tego
pierwszy raz, wie co kobieta lubi najbardziej. Najdokładniej pamiętam to
przyjemne uderzenie fali gorąca. Całował tak delikatnie, normalnie rozpływałam
się w jego ramionach. Taki młody. W swoim życiu, po pijaku, miałam okazję
sypiać z wieloma mężczyznami, ale tego to z pewnością zapamiętam. Wtedy dużo
nie myślałam, liczyła się chwila. Głupia jestem, wiem.
Oczywiście
ktoś musiał obudzić się pierwszy. Przystało na blondynie, który nie wiem od jak
dawna patrzył się na mnie i gładził moje ramię swoją delikatną dłonią. Pierwsza moja myśl: Co
do cholery zrobiłam! Potem było tylko: Nie ruszaj się! Może nie zauważy, że nie
śpisz i pierwszy odejdzie. Uświadomiłam sobie co się stało w nocy,
przypomniałam każdą sytuację. Moja pamięć nigdy nie zawodzi, w moim zawodzie to
dobry patent. Nie wytrzymałam długo, wreszcie musiałam wstać. Serce zabiło
szybciej, chyba z nerwów. Oj tak, bałam się, nie wiedziałam do końca co zrobić.
Zawsze po prostu on wstawał, potem ja, wymienialiśmy się numerami i tyle. Każdy
odchodził w swoją stronę i nigdy więcej się nie kontaktowaliśmy. Teraz jest
inaczej.
-Hej- stwierdziłam odkrywając kołdrę i powoli wstając z
łóżka. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Nagle uświadomiłam sobie, że stoję
całkiem naga, więc nie zastanawiając się długo narzuciłam na siebie pościel i
udałam się na poszukiwania części mojej garderoby, co nie było wcale łatwe.
-Nie zasłaniaj się tak- zaśmiał się i spojrzał na mnie tym
swoim przenikliwym i za razem łagodnym wzrokiem. Leżał na plecach z ręką pod
głową i patrzył się na mnie niebieskimi oczami, po chwili dodał –Możesz mi
mówić Andi.
No tak, jeszcze nie przeszliśmy na ty.
-Cla… przełknęłam ślinę. Język mi się plątał i dopiero po
sekundzie dokończyłam- …ra. Clara- odpowiedziałam w pośpiechu, nie zwracając na
niego zbytniej uwagi. Przynajmniej starałam się nie zwracać uwagi. Wraz z
ubraniami, które były porozrzucane po całym pokoju udałam się do łazienki, skąd
w ekspresowym tempie wyszłam gotowa. Nie patrzyłam w jego stronę, nawet się z
nim nie pożegnałam. Wybiegłam z pokoju prosto na hol, gdzie zadzwoniłam po
taksówkę. Modliłam się, aby nikt mnie nie zobaczył tego ranka. Mam również
nadzieję, że nikt się nie zorientował, że wczoraj wieczorem opuściliśmy salę.
Wspólnie. Ja i Andi.
Z drugiej strony co ja sobie wyobrażałam? Przecież
dziewiętnastolatek wyleciał za mną jak oparzony. Otworzył drzwi, rozejrzał się
i ujrzał mnie stojącą na końcu długiego holu.
-Tak po prostu wychodzisz?- zapytał. Miał na sobie jedynie
bokserki. Mam nadzieję, że w innych pokojach nikogo nie ma i , że nikt nie
usłyszy tej rozmowy.
-Tak po prostu- odpowiedziałam. Trudno było w takiej
sytuacji znaleźć jakiekolwiek argumenty. Było mi trochę głupio, chyba pierwszy
raz. To tylko i wyłącznie przez to, że jest o tyle lat młodszy! Moje oczy
wyglądały na nieco zmęczone, ale i malowało się w nich lekkie współczucie. No
niestety… złamię mu serce. Niech się przyzwyczaja, takie jest życie.
-No okej- odpowiedział z uśmiechem i mrugnął do mnie.
Co? Tylko okej? A może było mu źle… kurde, niemożliwe. Żaden
nigdy nie narzekał. Zdecydowanie najgorszy dzień w moim życiu.
-Rozumiem, że nikt się nie dowie, tak?- dodał po chwili. Czy
to ma być warunek? Czy on mi przed chwilą postawił warunek?! Mi, Clarze Schrödinger nie stawia się warunków. Normalnie zaniemówiłam z wrażenia, było mnie
jedynie stać na kiwnięcie głową. Nie mam siły na kłótnie, ale obiecuję, że
jeśli jeszcze raz go spotkam to nie wytrzymam i przywale mu prosto w nos.
Przede wszystkim za tą jego pewność siebie.
Moje rozmyślanie przerwał odgłos zamykanych drzwi.
Sukinsyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz