środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział drugi

Siedziałam w pracy, jak zwykle musiałam zostać do późna. Uzupełniałam różne papiery w związku z wejściem reklamy ze skoczkami narciarskimi na ekrany telewizorów. Włożyłam wszystko do odpowiednich teczek i już miałam dzwonić po taksówkę, gdy do mojego biura zapukała wystraszona sekretarka.
-Dobry wieczór, nie przeszkadzam?- zapytała cichym głosem. Była nowa i co się z tym wiązało? Bała się mnie. Nie żebym była z tego dumna, czy coś, ale jestem dla kogoś autorytetem, postrachem tej firmy, wzorową szefową. Każdy się mnie słucha i stara nie denerwować. Jestem młoda, ale i obrotna. Umiem coś załatwić bez mniejszego problemu, kocham tę pracę!
-Nie, nie przeszkadzasz. Wejdź, o co chodzi?- rzekłam dumnie, zakładając beżowy płaszcz. Powoli przygotowywałam się do wyjścia. Dosłownie na sekundę oparłam się o biurko i spoglądałam na młodą dziewczynę. No młodą… mogła być rok młodsza ode mnie. Wypada mi jej wysłuchać do końca, nawet jeśli jestem zmęczona.
-Poproszono mnie, a raczej zmuszono- drugą część zdania wymamrotała pod nosem. Myślała chyba, że nie usłyszę, albo to było specjalnie. Nieważne. Taka niby nieśmiała…
-No mów, mów- nie chciałam jej przerywać ale bardzo mi się śpieszy więc czym szybciej skończy, tym szybciej się nie zgodzę. Jestem od rana na nogach. Dochodzi godzina dwudziesta druga. Potrzebuję snu!
-No kazali mi Panią namówić na spotkanie pożegnalne ze skoczkami i trenerem i całą ekipą, która pracowała przy tej reklamie z wafelkami. Podobno mają podpisać nowy kontrakt, ale pani musi tam koniecznie być. Podobno ma być też dużo fotoreporterów. Piątek, godzina dwudziesta- stwierdziła. Mówiła prawie tak szybko jak ja. Będą z niej ludzie.
-I mam zrozumieć, że o godzinie dwudziestej w piątek odbędzie się spotkanie biznesowe dotyczące nowego kontraktu reklamowego?- zapytałam. Oczywiście, nie jeden pracownik tej firmy wie, że nigdzie nie pójdę. Pytanie tylko, w jakim celu wysłali tą biedną dziewczynę? Żeby się ponabijać? Idioci.
-Ale podobno dużo zarobimy. To jest bardzo opłacalne, tyle, że musimy to zorganizować i zdobyć rozgłos- uśmiechnęła się pokazując swoje równiutkie ząbki- Zostawię pani potrzebne papiery, ustali pani plan imprezy.
-Kochana, ja takie sprawy załatwiam w biurze, a nie w klubie. Przy kawie, a nie przy drinku- rzekłam, aczkolwiek, nie do końca byłam przekonana co do znaczenia moich słów. Dobro firmy jest najważniejsze, a co jeśli to naprawdę jest opłacalne? Dużo denerwowałam się na tych sportowców, do tego zdarłam sobie przez ostatnie dni gardło, przez posyłane do nich uwag. Wielu uwag. Mają prawo mnie nie lubić. Do tego dochodzi jeszcze Andreas Wellinger i ta nieszczęsna winda. Ten to mnie dopiero nie lubi. Nie odezwał się do mnie wczoraj. No i przedwczoraj też. Mam szczęście, że dzisiaj już zakończyliśmy zdjęcia nie będę go już widywać. Chociaż kolegów miał fajnych. Bardzo mili, pomimo moich krzyków, potrafili grzecznie ze mną rozmawiać i wysłuchać przede wszystkim.
-Szefowo?- usłyszałam pewien damski głos próbujący przywołać mnie na ziemię. Odpłynęłam, jak zwykle.
-Dobra, dobra. Już niech ci będzie. Pójdę. Pochwal się firmie, że mnie namówiłaś.- wypaliłam i dałam jej do ręki kluczyk od mojego biura. Wyszłam z firmy, wsiadłam do taksówki, która zawiozła mnie pod sam dom. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć -Idę spać!
            Pewnie będzie dużo mediów, fotoreporterów i słynna ścianka z naszym wafelkowym logo! Cudownie, już nie mogę się doczekać. Kręciłam się, poprawiałam  fryzurę, nawet zdążyłam zapalić jednego papierosa podczas drogi! Jechałam pięknym, ogromnym, czarnym bmw, które idealnie komponowało się z moją koronkową, rozkloszowaną sukienką w kolorze właśnie tego auta. Wysiadając ujrzałam kilku fotoreporterów, aż żal było nie zapozować na ściance! To nie była impreza, to był bardziej bankiet, tyle, że mniej uroczysty. Media mogły jedynie udzielać z nami wywiadów przed wejściem. Oczywiście, jak na kierownika przystało dumnie opowiadałam o reklamie i o mojej ekscytującej współpracy ze skoczkami. Mówiłam jak to miło było ich poznać, jacy oni są zdolni i oczywiście podziękowałam im przed kamerami. Do tej pory mam w duchu nadzieję, że jutro mój wywiad nie ukarze się w jednym z porannych, plotkarskich programów telewizyjnych. Bo co będzie jak to zobaczą. Masakara. Oczywiście, gdy dowiedziałam się o „imprezie” musiałam ją troszkę udoskonalić, aby media zrobiły trochę rozgłosu. Ogłosiłam, iż w klubie spotykamy się głównie po to aby uczcić koniec naszej pracy (co było prawdą) oraz w celu premierowego odtworzenia kilku sekundowej reklamy. Tak właśnie powiedziałam. Poprosiłam też pracowników, aby ubrali się jak przystało, bardziej exclusive niż na luzie.
            Bawiłam się o dziwo całkiem, całkiem. Dużo tańczyłam. Oj tak, uwielbiam tańczyć. Poznałam kilku wpływowych ludzi ze świata skoków o ile mogę tak nazwać trenera i jego sztab, który również został zaproszony. Moje poczucie stabilności zaczęło się nieco łamać po północy, gdy spod budynku odeszły wszelkie kamery i skusiłam się na jednego drinka. Potem dwa naraz. W międzyczasie wypiłam jedno z sekretarką, z chłopcami z ekipy montażowej no i jedno z trenerem skocznych.  Nie wiem jak to jest, że wszystko pamiętam. No cóż, nie było źle. Następni byli właśnie skoczkowie, wszyscy przystojni, eleganccy. Rozmawiali ze mną, nawet nie byli za bardzo wkurzeni moją postawą na planie. Tańczyłam nawet z Severinem i z Marinusem. Są cudowni! Powinnam chyba częściej pić bo wtedy czuję się taka rozluźniona, niczego się nie wstydzę. Po prostu: Jadę bez hamulców!
-Odbijamy!- usłyszałam głos jednego ze skoczków. Oczywiście to musiał być Andreas. Wtedy się za bardzo tym nie przejmowałam, już prawie zapomniałam jak to nazwał mnie idiotką w windzie. Jego dłoń powędrowała nisko, zbliżył się do mnie, dotykałam swoim ciałem, jego boskiego brzucha. Robiło się gorąco. Blondyn świetnie tańczy, świetnie prowadził pomimo tego, że ja miałam nogi jak z galarety po tych kilku, naprawdę niewielu drinkach. To nie jest tak, że się upiłam. Tam pił każdy, nawet ten z którym właśnie szaleję na parkiecie. Czuć od niego, ale i tak jest słodki. I męski. Słodki i męski naraz. Mogę go schrupać, jak ciasteczko.
-Jak ciasteczko- wymsknęło mi się. Dobrze, że powiedziałam to cichutko. Źle, że i tak usłyszał. No, ale to wcale nie powinno mnie dziwić, moja głowa opiera się na jego ramieniu, usta są blisko jego ucha. Z pewnością usłyszał każde słowo.
Roześmiał się. Kąciki jego ust powędrowały ku górze.
-Chcesz ciasteczko?- zapytał radośnie. Pierwszy raz słyszałam ten jego wyraz głosu, taki opiekuńczy? Pamiętam tylko ten chamski, zalotny i… chamski. Tak, te dwa.
-Mmmm, chce spać- wymamrotałam. To z pewnością wina tych drinków, wstyd mi jest do tej pory, że nie odsunęłam się od niego we wspomnianej chwili i, że nie potrafiłam normalnie wypowiedzieć słów. Tamtego wieczoru, po tych niewielu drinkach, mamrotałam niezrozumiałe rzeczy, których nikt nie był w stanie odszyfrować.
-Chcesz na górę?- zapytał. Nie czekał długo, pamiętam jak dziś moment, w którym opuściliśmy salę i poszliśmy schodami do pomieszczenia na piętrze. Krótki korytarz, a tam drzwi do pokoi dla vipów, otworzyłam jeden swoją magiczną kartą bez której nie weszłabym na imprezę. Oczywiście cały czas trzymałam go za rękę i to ja poprowadziłam nas do łóżka, na które bezwładnie opadłam. Nie czekał długo, zaczął odpinać guziki swojej koszuli, która po chwili wylądowała pewnie gdzieś w kącie. Nie widziałam dużo, było ciemno, aczkolwiek nie przeszkadzało nam to. Zdjął swoje spodnie, został tylko w bokserkach. Wreszcie dotknęłam jego ciała! Cudowne, tak bardzo podniecające. Następnie zajął się suwakiem mojej sukienki, którą po sekundzie odrzucił na bok. Nie była już potrzebna. Zbliżył się delikatnie, widać, że nie robi tego pierwszy raz, wie co kobieta lubi najbardziej. Najdokładniej pamiętam to przyjemne uderzenie fali gorąca. Całował tak delikatnie, normalnie rozpływałam się w jego ramionach. Taki młody. W swoim życiu, po pijaku, miałam okazję sypiać z wieloma mężczyznami, ale tego to z pewnością zapamiętam. Wtedy dużo nie myślałam, liczyła się chwila. Głupia jestem, wiem.
            Oczywiście ktoś musiał obudzić się pierwszy. Przystało na blondynie, który nie wiem od jak dawna patrzył się na mnie i gładził moje ramię  swoją delikatną dłonią. Pierwsza moja myśl: Co do cholery zrobiłam! Potem było tylko: Nie ruszaj się! Może nie zauważy, że nie śpisz i pierwszy odejdzie. Uświadomiłam sobie co się stało w nocy, przypomniałam każdą sytuację. Moja pamięć nigdy nie zawodzi, w moim zawodzie to dobry patent. Nie wytrzymałam długo, wreszcie musiałam wstać. Serce zabiło szybciej, chyba z nerwów. Oj tak, bałam się, nie wiedziałam do końca co zrobić. Zawsze po prostu on wstawał, potem ja, wymienialiśmy się numerami i tyle. Każdy odchodził w swoją stronę i nigdy więcej się nie kontaktowaliśmy. Teraz jest inaczej.
-Hej- stwierdziłam odkrywając kołdrę i powoli wstając z łóżka. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Nagle uświadomiłam sobie, że stoję całkiem naga, więc nie zastanawiając się długo narzuciłam na siebie pościel i udałam się na poszukiwania części mojej garderoby, co nie było wcale łatwe.
-Nie zasłaniaj się tak- zaśmiał się i spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym i za razem łagodnym wzrokiem. Leżał na plecach z ręką pod głową i patrzył się na mnie niebieskimi oczami, po chwili dodał –Możesz mi mówić Andi.
No tak, jeszcze nie przeszliśmy na ty.
-Cla… przełknęłam ślinę. Język mi się plątał i dopiero po sekundzie dokończyłam- …ra. Clara- odpowiedziałam w pośpiechu, nie zwracając na niego zbytniej uwagi. Przynajmniej starałam się nie zwracać uwagi. Wraz z ubraniami, które były porozrzucane po całym pokoju udałam się do łazienki, skąd w ekspresowym tempie wyszłam gotowa. Nie patrzyłam w jego stronę, nawet się z nim nie pożegnałam. Wybiegłam z pokoju prosto na hol, gdzie zadzwoniłam po taksówkę. Modliłam się, aby nikt mnie nie zobaczył tego ranka. Mam również nadzieję, że nikt się nie zorientował, że wczoraj wieczorem opuściliśmy salę. Wspólnie. Ja i Andi.
Z drugiej strony co ja sobie wyobrażałam? Przecież dziewiętnastolatek wyleciał za mną jak oparzony. Otworzył drzwi, rozejrzał się i ujrzał mnie stojącą na końcu długiego holu.
-Tak po prostu wychodzisz?- zapytał. Miał na sobie jedynie bokserki. Mam nadzieję, że w innych pokojach nikogo nie ma i , że nikt nie usłyszy tej rozmowy.
-Tak po prostu- odpowiedziałam. Trudno było w takiej sytuacji znaleźć jakiekolwiek argumenty. Było mi trochę głupio, chyba pierwszy raz. To tylko i wyłącznie przez to, że jest o tyle lat młodszy! Moje oczy wyglądały na nieco zmęczone, ale i malowało się w nich lekkie współczucie. No niestety… złamię mu serce. Niech się przyzwyczaja, takie jest życie.
-No okej- odpowiedział z uśmiechem i mrugnął do mnie.
Co? Tylko okej? A może było mu źle… kurde, niemożliwe. Żaden nigdy nie narzekał. Zdecydowanie najgorszy dzień w moim życiu.
-Rozumiem, że nikt się nie dowie, tak?- dodał po chwili. Czy to ma być warunek? Czy on mi przed chwilą postawił warunek?! Mi, Clarze Schrödinger nie stawia się warunków.  Normalnie zaniemówiłam z wrażenia, było mnie jedynie stać na kiwnięcie głową. Nie mam siły na kłótnie, ale obiecuję, że jeśli jeszcze raz go spotkam to nie wytrzymam i przywale mu prosto w nos. Przede wszystkim za tą jego pewność siebie.
Moje rozmyślanie przerwał odgłos zamykanych drzwi.
Sukinsyn.


Rozdział pierwszy

Jestem nerwowym człowiekiem. Mam przyjaciółkę, która w pewnym stopniu mnie zostawiła.  Nałogową palaczką. Wyszła za mąż i wyjechała.  Nienawidzę patrzeć na tych wszystkich szczęśliwych ludzi, kiedy ja cierpię. Jestem pracoholiczką.  Nie mam rodziny, a przynajmniej tak uważam. Nie utrzymuję z nimi kontaktów odkąd matka wyrzuciła ojca z domu z jego nową kochanką, a ona sama popadła w alkoholizm i tak dalej… ojcu zawdzięczam jedynie swoją pracę. Jestem idiotką.  Mam dwadzieścia pięć lat i nigdy nie byłam w związku na poważnie. Nie jestem stabilna emocjonalnie. Tyle, że to wcale nie jest moja wina. Chodzę na imprezy. No dobra. Czasami chodzę na imprezy i zwykle nie kończą się one dobrze. Mam stany lękowe. Postanowiłam, że będę sprawdzać dowody mężczyzn z którymi będę sypiać. Przynajmniej będę miała pewność, że nie są dziewiętnastolatkami z bujną wyobraźnią i błękitnymi, dużymi oczami i szerokim uśmiechem, i…- plątałam się w swoich słowach, mówiłam bardzo szybko to co mi przyjdzie w danym momencie do głowy. To chyba przez stres. Dziwne, ale osoba taka jak ja również go posiada.
-Claro, proszę Cię, zacznij od początku- powiedziała Pani psycholog spoglądając na mnie ciepłym wzrokiem. Poprosiła, abym wszystko sobie uporządkowała w głowie i mówiła wolno, wtedy lepiej zrozumie sytuację. Poczułam wstyd, przecież nie mogę jej tego powiedzieć! Z takimi rzeczami nie przychodzi się do psychologa.
-Ale to nie jest nic poważnego, wie Pani, takie problemy zdarzają się każdemu- uśmiechnęłam się sztucznie i wstałam z miejsca- Chyba już pójdę, nie powinnam tu przychodzić. To wina moich pracowników, oni są strasznie przewrażliwieni, wie pani sama. Właśnie tacy ludzie jak oni powinni siedzieć w tym gabinecie, na tym krześle.- stwierdziłam i otworzyłam drzwi. Ja wiem co pani powie- dodałam ochoczo- muszę wziąć urlop i odpocząć parę tygodni, wyjechać! Nie ma sprawy! Do widzenia!
           

Kilka tygodni wcześniej

            Ale oni są beznadziejni! Co ja mam ich nauczyć aktorstwa?! Oni są sztuczni jak silikon w cyckach i na dodatek nie potrafią wyraźnie, bez zająknięcia wypowiedzieć jednego zdania! Kto ich tu do cholery zatrudnił?!- nie wytrzymałam i wykrzyczałam to prosto w oczy kamerzystom, wizażystkom i innym pracującym przy tej durnej reklamie. –Rzygać mi się chce gdy was słucham.- a to zdanie skierowałam do delegacji niemieckich skoczków.
-Spokojnie ona tak ma, zaraz jej przejdzie- usłyszałam głos jednego mężczyzny z ekipy montażowej.
-Oczywiście, to ja jestem ta zła! Jak zwykle.- odpowiedziałam czerwona ze złości- dziesięć minut przerwy!- zażądałam i ruszyłam w stronę windy, którą zjechałam dwa piętra niżej do kawiarni. Tam mogłam być spokojna, ze mnie nie znajdą. Wiedzą, że gdy się wkurzam tu przychodzę i wtedy nikt, pod żadnym pozorem nie może mi przeszkodzić bo jest jeszcze gorzej.
-Espresso- poprosiłam i usiadłam na wysokim krześle. Koniecznie muszę odreagować ostatnie dwie godziny. Były bardzo wyczerpujące.
-Ale nam dałaś wycisk, ostra jesteś- powiedział blondyn przysiadając się do mnie. Spojrzałam na niego złowrogo, ponieważ nikt nie ma prawa zakłócać mi tych kilku minut przerwy, gdy jestem taka wściekła. I na dodatek był to jeden z powodów mojego dzisiejszego humoru, który po chwili dodał uśmiechając się szeroko- lubię takie.
No po prostu świetne, cudownie! Zajebiście! Jeszcze brakowało mi tutaj zapatrzonego w siebie gówniarza.
Z trudem przyodziałam na twarz  zalotny uśmiech, zbliżyłam się do chłopaka i szepnęłam.-Naprawdę?- zapytałam przygryzając dolną wargę. Przytrzymałam go trochę w niepewności i po pewnym czasie wylałam prosto na twarz Wellingera moje gorące espresso. Pragnęłam tego od rana, wreszcie dałam upust emocjom.
-Umyj się!- wykrzyczałam na pożegnanie.
Udałam się w kierunku windy, ponieważ tutaj już chyba raczej nie odpocznę. Ale, no cóż. O jakim pożegnaniu ja myślałam? Oczywiście znając mój pech, ten dupek mnie dogonił i w ciszy wsiedliśmy to małego pomieszczenia, które szybko miało nas zawieść na górę. Jednak tym razem te sekundy strasznie mi się dłużyły w towarzystwie Andreasa. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć sekund...- odliczałam w myślach. Już powinniśmy być na górze.
-Co to za cholerstwo!- uderzyłam nogą w jedną ze ścian. To nerwy, nie zawsze taka jestem. Denerwuję się rzadko. Spojrzałam na chłopaka, który przez cały czas się na mnie patrzył, jednak to nie był miły wzrok mówiący Będzie dobrze, nie martw się , a raczej Jesteś sztywna jak widły w kupie gnoju. Nie, nie, nie… Co ja gadam! Już mi odbija. Lepiej jesteś sztywna jak pingwin. Tak lepiej. Do tego, ten chłopak ma minę jak małe dziecko. Nie będę go przepraszać, nie mam za co, niech się na mnie patrzy, niech podziwia piękną kobietę.      
Siedzimy tu już… nie wiem, długo. Nie liczę czasu, nie mam telefonu, a telefon tego co imienia nie mam zamiaru wymieniać jest rozładowany. Tak mi się przynajmniej zdaje bo próbował go włączyć i nic. Guzik awaryjny wcisnęłam milion razy, plus milion razy wciśnięć  blondasa to będzie dwa miliony. Czyli guzik zapewne nie działa bo nadal tu jestem z nim. Nie gadamy, tylko od czasu do czasu rzucamy sobie złowrogie spojrzenia. Mi ta atmosfera pasuje, ale on chyba czuje się tu ze mną coraz bardziej nie komfortowo. Przecież dałam  mu kosza, nie?
-Dziwna jesteś- powiedział spuszczając swój wzrok na ziemię.
-Ty też jesteś dziwny- odpowiedziałam. Trochę głupio to zabrzmiało, jakbyśmy byli dziećmi i wzajemnie przedrzeźniali się. Chociaż on tym dzieckiem jeszcze jest, tyle, że ja mam dwadzieścia pięć lat. Jestem starsza i mądrzejsza, oczywiście. Mądrzejsza. Nie pomyślałam, żeby pójść do łazienki. Kurna, dlaczego nie przewidziałam, że utknę w tej windzie! Nawet nie zdążyłam wypić tego espresso, a mój pęcherz już jest pełny.
-Co jest we mnie dziwnego? Nie jestem aktorem i mnie zmusili do tej reklamy więc nie dziw się, że nie umiem się zachować przed kamerą- stwierdził z lekkim wyrzutem w głosie- ja mam skakać, a nie występować w idiotycznych reklamach z jeszcze bardziej idiotyczną kierowniczką.
-Skoro jestem taką idiotką, to po jakiego grzyba mówiłeś, że lubisz ostre ?- o, to jest pytanie. Przecież całkiem niedawno… jakieś pół godziny temu , był taki miły.
-Bo lubiłem ostre, ale twoja kawa przywróciła mi zdrowy rozsądek!- uniósł się trochę. I spojrzał mi prosto w oczy. No, fajny chłopak byłby z niego, gdy miał trochę rozumu i był ciut starszy.
No i znowu zapadł moment ciszy, ja już nie zamierzałam mu odpowiadać, nie będę się sprzeczać z chłopakiem, który za kilka dni i tak zniknie z mojego życia. Sięgnęłam ręką do kieszeni spodni, skąd wyjęłam paczkę papierosów. Wyjęłam jednego i się zaczęło…
-Ty chyba nie zamierzasz palić?- zapytał zerkając w moją stronę. Jego oczy przenikały przez całe moje wnętrze, czułam jakby czytał w każdej mojej myśli, znał wszystkie moje wady i wiedział co odpowiem. Normalnie czarodziej jakiś.
-Rozumiem, że było to pytanie retoryczne- mruknęłam. Nie no kurwa, tak sobie trzymam papierosa w buzi dla rozluźnienia, nawet nie opłaca się go podpalać, przecież możemy wylecieć w powietrze. Nie czekając na reakcję chłopaka, zaczęłam grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki.
-Chcesz mnie otruć!?- krzyknął i normalnie rzucił się na mnie! No oczywiście nie dosłownie, ale podszedł i wyrwał mi z buzi papierosa, po chwili dodał- Nie będę wdychał tego świństwa!
Nie no, to było przegięcie.
-Nie pozwalaj sobie gówniarzu!- odpowiedziałam równie głośno i dosadnie. Sięgnęłam po paczkę papierosów w poszukiwaniu następnego no i wtedy się zaczęło, aż musiałam wstać! Podbiegł do mnie  i chciał mi zabrać całą paczkę, biegałam z jednego rogu windy do drugiego, chowając paczuszkę wybawienia. Nigdy w życiu, bardziej nie chciało mi się zapalić niż teraz, a tu co? Oczywiście nie mogę, bo dym jednego papierosa za bardzo będzie drażnił delikatne gardło „sławnego” sportowca. Byłam taka zawzięta i zdenerwowana, że nie dałam za wygraną i po minucie latania w kółko i uciekania udało mi się przemycić tego jednego papierosa. Blondyn niestety musiał pogodzić się z porażką, po czym usiadł w drugim rogu windy i podniósł białą koszulkę, tak, aby zasłonić cały nos i nie wdychać dymu. Jasne, z pewnością nic nie poczujesz.
-Jestem sportowcem, jakbyś nie wiedziała, ten papieros jest zagrożeniem dla mojej kariery.- rzekł po chwili. Nadal był naburmuszony i wściekły zarazem. Na początku nie wiedziałam, czy na serio mu to przeszkadza czy robi sobie głupie żarty i tylko się ze mną droczy. Tyle, że mi nie było do śmiechu i on również był śmiertelnie poważny. Taki ma charakter chłopak, próbuje być na siłę idealny, a tak się nie da. Wiem coś o tym.
-Gdyby nie ta reklama, uwierz, nie wiedziałabym.- odpowiedziałam, wydychając dym. Taka jest prawda, nie interesuję się sportem. Potrafię wymienić jedynie kilku piłkarzy z niemieckiej reprezentacji i na tym koniec. Może to i prawda, że przed podpisaniem kontraktu ze skoczkami powinnam się zainteresować tym sportem, aczkolwiek mam od tego ludzi. Wiem trochę, ale nie do tego stopnia, aby nazywać się specjalistką.
Siedzimy sobie, siedzimy. Ja powoli kończę palić papierosa, ale chyba trochę dłużej potrzymam go w ustach, ponieważ odsłonięty brzuch Wellingera jest obłędny. Taki umięśniony, no i ten pasek włosków pod pępkiem! Kocham to u każdego mężczyzny. Już go trochę polubiłam, przyznam się szczerze. Jak tak siedzimy w ciszy  to czuję się o wiele bardziej rozluźniona i spokojna i nawet on mnie mniej denerwuje. Mam taki nagły przypływ dobrej energii. Tak. Jestem pewna, że to nie jest zasługą papierosa.
Długo musiałam rozmyślać, ponieważ on chyba zauważył, że mój wzrok skupia się na jego brzuchu. Ten chłopak musi czytać w myślach! Nie ma innego wytłumaczenia, normalny człowiek w życiu by się nie domyślił.
Nasze spojrzenia znowu się spotkały, ja spuściłam wzrok, on opuścił bluzkę, a winda się otworzyła.

-Nareszcie wolna!- krzyknęłam wybiegając z windy. Ominęłam tłum wystraszonych pracowników, skoczków i pobiegłam do łazienki za potrzebą. Nie miałam pojęcia jak nas otworzyli, jak to się stało, że winda stanęła. Cieszyłam się, że wyszłam z tego piekła. Dosłownie, tam było jak w saunie, tam nawet mój pot parował.